Zabawa treningowo-wycieczkowa trwa:
100km na 100-lecie
https://www.relive.cc/view/rt10002343174
152km - Żagań/Nowogród/Krosno Odrz/Gubinek/Lubsko/Nowogród/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10001085560
„Niedzielne 100+ (naście)
https://www.relive.cc/view/rt10001040569
114km - Drawno/Zieleniec/Drawsko/Kalisz Pom/Drawno
https://www.relive.cc/view/rt8377583919
156km - niemieckimi DDR-kami
https://www.relive.cc/view/rt10000000581
123km - Żagań/Babimost
https://www.relive.cc/view/rt10000014428
142km - Babimost/Świebodzin/Krosno Odrz/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000021335
160km - Żagań/Gőrlitz/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000048601
146km - Żagań/Głogów/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000057547
109km - do Kliczkowa
https://www.relive.cc/view/rt10000069757
161km - Żagań/Gubinek/Forst/Zagań
https://www.relive.cc/view/rt10000103593
130km - Przewóz/Bautzen/Przewóz
https://www.relive.cc/view/rt10000151868
166km - niemieckimi DDR-kami
https://www.relive.cc/view/rt10000189417
Międzywodzie/Kamień Pom/Wolin/Miedzywodzie
https://www.relive.cc/view/rt10000316183
Gwiazdka wokół Drawna
https://www.relive.cc/view/rt10000361815
160km - niemieckimi DDR-kami
https://www.relive.cc/view/rt10000408595
139km - Żagań/Lubań/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000598558
niedziela, 8 lipca 2018
poniedziałek, 2 października 2017
Forst -Poczdam; Poczdam - Lusko
FORST - POCZDAM
POCZDAM - LUBSKO
393 km
Wrzesień ma się ku końcowi, na ostatnie jego dni zapowiada się dobra aura, tak się też złożyło, że jesteśmy dotkliwie wyposzczeni rowerowo, co owocuje entuzjastycznym powrotem do dawno-dawno zaplanowanej trasy.Dokąd tym razem?
Do ... POCZDAMU!
To nieznane nam jeszcze miasto kusi swymi turystycznymi atrakcjami oraz względną bliskością.
Trzeba wykorzystać nadarzające się okienko pogodowo-rodzinno-towarzyskie bez żadnego „ale”!
Środa, 27 dzień września, godz 4.30
Budzik nakazuje opuszczenie alkowy, toaleta-śniadanko-pakowanko i sprintem na dworzec (poranny limit czasu zawsze jest napięty)
Forst godz 6.30
Wysiadka z szynobusu, wsiadamy na wąskie foteliki kolarzówek i wraz z rodzącym się dniem wchodzimy w nową przygodę.
Jest jeszcze ciemno gdy opuszczamy miasto, nawierzchnie asfaltowych DDR mokre, panująca wilgoć i szarówka nie pozwalają cieszyć się z powitania dnia!
Cottbus, Burg, wielce cieszący przejazd (bo bajeczny) Spreewaldem do Lubben,
dalej do Zossen, tu popas i wjeżdżamy do Ludwigsfelde.
Plan zakładał, iż właśnie w tym mieście zabukujemy nocleg, by mieć dokąd wrócić po przejażdżce poczdamskimi atrakcjami turystycznymi.
Plany sobie - życie sobie, tracąc sporo czasu wyjeżdżamy z kwitkiem z Ludwigsfelde.
Do Poczdamu mamy 18 km, więc przyjdzie nam właśnie tam kluczyć w poszukiwaniu Pensjonatu.
Rzeczywiście!
- pierwszy / napotkany - brak miejsc!
- drugi / wskazany - brak miejsc!
- trzeci / namierzony - zamknięty!
- czwarty / docelowy - małżonek jakimś cudem wy-pertraktował tu poddasze z malutką garsonierą.
Uffff ... to nic, że owe poszukiwania zajęły nam znowu mnóstwo czasu, wszak minęła godz 16-ta, jesteśmy rozlokowani i można wyruszyć w objazd miasta położonego u zbiegu rzeki Haweli, pośród licznych jezior i terenów leśnych.
Podziwiamy Pałac Sans Soucis - rokokową rezydencję Fryderyka Wielkiego Hohenzolerna, wpisana na listę UNESCO, otoczoną tarasami winnymi i rozległym parkiem,
Chińską Herbaciarnię, Nowy Pałac, Ratusz, Nową Oranżerię, Bramę Brandenburską oraz
Dzielnicę Holenderską.
Licznik pokazuje 196 km.
Zmęczenie zwycięża z ciekawością - mam dość, odpuszczamy sobie
Aleksandrówkę, a okazałą kopułę kościoła św Mikołaja podziwiam jedynie z daleka.
Marzę już tylko o odpoczynku i uciekam przed wszelkimi CUDAMI tego świata!
Nie wiem skąd moja Połowa czerpie energię, z kim ma ukryte konszachty, by mieć jeszcze chęć na wyszukanie marketu i dokonanie zakupów ... a może to tylko sprawka nieopanowanego pragnienia na browar?
Nie wnikam ...
Czwartek, 28 września
Poczdam, godz 7.20
Powrót
„Dziś będziemy mieć przeciwny Zefirek” - rzecze małżonek, więc pasożytniczo chowam się na kole męża i nie pozwalam na sponiewieranie!
Dzień piękniejszy od wczorajszego, przejrzystość powietrza i poranne słoneczko oraz znajomość trasy ułatwiają jazdę.
Lubię się rozglądać ...
... I co my tu mamy godnego wzmianki? ...
Np - Obeliska - jeden z niemieckim Krzyżem - upamiętniający pamięć niemieckich żołnierzy I wojny światowej z datą 1918 i obok - drugi z gwiazdą - poświęcony żołnierzom Armii Czerwonej z datą 1945, takie „cuda” zdobią place wielu mijanych miasteczek,
albo oddalona 50km od Berlina duża i okazała nekropolia czerwonoarmistów ...
nie niszczą tych miejsc i obiektów, nie zacierają śladów wojennych zdarzeń.
Rowerowa infrastruktura pozwala na bezstresową jazdę
i choć od Lubben zaczynam łapać kryzys, kraina Spreewaldu skutecznie minimalizuje ów dyskomfort. Sprewę rozszarpaną tu na setki kanałów, otoczoną dziewiczą naturą, nietuzinkowo wykorzystaną turystycznie przecinamy niezliczonymi malowniczymi mostkami.
Dość sprawnie też i lekko pomykamy od Cottbus do Forstu, tu planowaliśmy zakończyć swą podróż, ale że do odjazdu szynobusu mamy całą godzinę pedałujemy dalej - do Zasiek.
W oczekiwaniu na szynobus spożywamy co mamy, pijemy co chcemy (izotoniki-izotoniki) ... czekamy - czekamy - czekamy, by w końcu dowiedzieć się, że się nie doczekamy! Szynobus dziś nie pojedzie, a na zastępczy bus musielibyśmy poczekać ok. godziny.
Wobec tego przyszło nam popedałować jeszcze 30 km do Lubska, a tam jesteśmy wraz z rowerami ulokowani w samochodzie oczekującego na nas SUPER/ZIĘCIA (dziękujemy!) i to jemu pierwszemu chwalimy się, że dzisiejszy dystans to podobnie jak wczoraj - 197 km
Poczdam turystycznie liźnięty zaledwie, ale rowerowo wbrew napotkanym niespodziankom - zaliczony!
niedziela, 3 września 2017
Jubilat
JUBILAT
Nurtuje
mnie niedosyt i poczucie pewnego niespełnienia
...
mocno wryta w pamięć
samotna nadmorska podróż rowerowa mego męża sprzed 10 lat zacnie zwieńczyła jego 60-te
urodziny
... a teraz?
10 lat do przodu,
kondycyjnie facet o niebo lepszy ... i co? ... nic?
Leniuchujemy sobie w
przydomowym ogrodzie, jest ciepły dzień końcówki lata.
Z zadowoleniem wspominamy
niedawny
166 km spontaniczny rowerowy wypad do Leśnej, objazd Zamku Czocha i
szybki, bo z wiatrem w plecy - powrót.
Zbliża się wrzesień,
pierwsze jego dni spędzimy nad Drawą kolejne - w domu, nie pojedziemy już w tym
roku nigdzie-daleko, więc zagaduję:
- Dlaczego Twoja 70-tka taka
bezrowerowa?
- Wymyśl coś ... jakaś
dwusetka? Jeszcze w tym roku nie zrobiliśmy takiego dystansu.
Pomyśl tylko dokąd i
zaplanuj, co?
Wieczorem dowiaduję się, że
raniutko jedziemy samochodem do Pieńska, tam przesiadamy się na rowery i kręcimy
do Kurort Rathen.
Aaaaaaa ... No
tak!
Przecież już w 2008 r
proponował mi tę podróż! Tyle, że w jedną stronę - na Bobrową majówkę w
Saksonii, ale wówczas uznałam to za czyste
szaleństwo i przesadne aspiracje,
dziś już tak nie uważam i przyklaskuję pomysłowi.
27 sierpnia kwadrans przed godz 8-mą Pieńsk
Wpinam buty w pedałki swej ROSY i trzymając się koła mego Jubilata przekraczam Nysę.
Wiatr już tradycyjnie jest
silniejszy od spodziewanego, ale drogi i nawierzchnie bez zarzutu.
Do Bautzen jazda jest więc
niemal komfortowa, ale od Bautzen teren funduje nam bajeczną - rzekłabym - panoramę
urozmaiconą sporymi podjazdami, które "uprzyjemnia" nam wspomniany Zefirek.
Lekko nie jest - tym bardziej, że podjazdy zaliczam sama - w Naundorf mam na tyle dość, że na widok wiaty autobusowej po prostu schodzę z roweru, by przy uspokojonym
oddechu napić się wody i wzmocnić batonem.
Jubilat oczekuje sobie
tam-gdzie-bądź, trudno ... nie lubię jeździć siłowo!
Z uspokojonym oddechem,
nawodniona spokojnie dojeżdżam i odtąd raz lekko raz ciężko, raz wraz z
Jubilatem albo i daleko od Niego pokonuję kolejne km.
Im bliżej celu tym zdaje
się dalej ... w końcu dowiaduję się, że jeszcze 16km i wprawdzie jest (bo krótka!) radość z
końcówki, ale te 16 km trwa i trwa i trwa!
- Na płaskim już bym 35 km zrobiła - myślę sobie tracąc wiarę na wjazd do Bastei lecz dąsy me łagodzi zapierająca dech - panorama!
Dopiero mijane grupy
pieszych turystów zwiastują dojazd do celu!
Widok znanych zakamarków
Bastei, handlowo-gastronomiczne punkty i tarasy widokowe przywołują wspomnienia.
Łapczywe spojrzenie na "NASZĄ" rowerową Łabę, sesja fotograficzna, uzupełnienie bidonów - wszystko to zajmuje nam niecały kwadrans!
Wycofujemy się z tego
turystycznie dziś oblężonego miejsca i już poza Bastei mościmy się na
przydrożnej ławce, spożywamy kanapki, wymieniamy napojami ...
ja lubię wodę, mój
Jubilat wodę z owocowymi sokami, łapiemy jeszcze obrazy okolicy i teraz już
zadowoleni z kierunku wiatru powielamy nakręconą dotąd trasę - tyle że - w
odwrotnym kierunku!
I rzeczywiście!
ukazuje teraz swe 12% nachylenie, hamulce ścieram tu
rzetelnie!
Jest Bautzen i dalej bez postoju, bez odpoczynku wsparci zacnym podmuchem w plecy wracamy szczęśliwi do
kraju!
Gratulujemy sobie, pakujemy rowery i rezygnując z planowanej uczty
restauracyjnej wsiadamy do auta, by swobodnie napełnić
żołądki w domowych pieleszach i błogo się regenerować.
A Jubilat?
No cóż?
70 lat a MOC - że ho
ho!
czwartek, 29 czerwca 2017
Ren od Strasburga do Amsterdamu
To było we wrześniu 2013r,
stałam nieopodal Katedry w Köln przechylona przez barierkę mostu, w dole
ujrzałam piękną, szeroką, komfortową pełną cyklistów DDR-kę, a przy
niej nurty majestatycznej rzeki!
https://cyklistka.blogspot.com/2017/02/rowerowe-820-km-w-5-dni-zagan-rosbach.html
Wtedy pomyślałam, że można by przepedałować wespół z Nią kilkuset-kilometrową trasę.
Marzenia mają tę zaletę, że
nie wymagają pośpiechu, wiszą gdzieś daleko i albo się do nich wraca, albo
zapomniane odpływają sobie w siną dal!
Dzięki skutecznemu działaniu męża w planowaniu i opracowaniu tras Ren nam nie odpłynął!
Dzięki skutecznemu działaniu męża w planowaniu i opracowaniu tras Ren nam nie odpłynął!
Dz I
KEHL - ALTRIP
178kmKEHL - ALTRIP
Wczesnym rankiem ...
10 czerwca 2017 r w Kehl rozpoczęliśmy 860 km rowerową wędrówkę z rzeką od Strasburga do Amsterdamu!
Wprzódy przejeżdżamy na lewy brzeg Renu, by nacieszyć oko godnymi zapamiętania obiektami Strasburga.
10 czerwca 2017 r w Kehl rozpoczęliśmy 860 km rowerową wędrówkę z rzeką od Strasburga do Amsterdamu!
Wprzódy przejeżdżamy na lewy brzeg Renu, by nacieszyć oko godnymi zapamiętania obiektami Strasburga.
(Katedra - Starówka -
siedziba Parlamentu Europejskiego)
Powrót na stronę niemiecką i od teraz podążamy wraz z rzeką na północ.
Komfortowe DDR-ki (Drogi-Dla-Rowerów) łączące małe nadrzeczne miasteczka i wioski wiodą nas swobodnie, (nawet trochę żal, że historyczna Spira pozostała gdzieś obok) do Altrip, gdzie dość szybko odnajdujemy Pensjonat.
Dz. II
ALTRIP - OBERWESEL
155 km
11.VI.2017
Gorący to dzień, choć początkowo towarzystwo rzeki wcale nam owej spiekoty nie zapowiada!
Gorący to dzień, choć początkowo towarzystwo rzeki wcale nam owej spiekoty nie zapowiada!
Beztroskie pełne uroczych
nadrzecznych widoków pedałowanie ucina znak zakazu i od teraz prowadzeni
jesteśmy objazdami - kręte betonowe i szutrowe drogi łączące winnice z wioskami
i wioski z winnicami nie zapewniają nam schronienia ani przed agresywnym dziś
słońcem ani też przeciwnym wiatrem.
W napotkanej stacji paliw
uzupełniamy zapas wody, wzmacniamy się izotonikiem i wracamy do
rzeki.
Jej otoczenie zaczyna nas
mamić:
W Bingen
na niewielkiej wyspie na Renie widzimy Mysią Wieżę, w której według ludowego podania okrutny dla swych poddanych biskup Hatto II został żywcem pożarty przez myszy.
W Bingen
na niewielkiej wyspie na Renie widzimy Mysią Wieżę, w której według ludowego podania okrutny dla swych poddanych biskup Hatto II został żywcem pożarty przez myszy.
Szybka decyzja i krótki postój!
Bosko ...
W Oberwesel odbijamy od
rzeki i u podnóży okazałych winnic trafiamy na klimatyczny hotelik z regionalną
ofertą gastronomiczną okraszoną niezapomnianym bukietem reńskiego wina.
OBERWESEL - BONN
118 km
12.VI. 2017
Przemierzamy zachwycające miasteczka z zamkami, średniowiecznymi opactwami i kościołami.
Rzeka płynie tu między słonecznymi winnicami i łąkami, a wcinającymi się w dolinę Górami Łupkowymi,
rzeźbiąc w nich wysokie klify.
O bajecznych widokach od Lorelei przez Koblencję i Moguncję z meandrami wiodącymi Ren pomiędzy wzniesieniami pełnymi warownych zamków i klasztorów trudno się rozpisywać, blogerzy poświęcili tym miejscom bezmiar opracowań.
Już o 15-tej wjeżdżamy do Bonn - miasta docelowego tego dnia podróży, tu korzystamy z gościnności naszej bliskiej koleżanki Ewy i Andrzeja.
13.VI. 2017
Dz. IV.
BONN - XANTEN
174 km14.VI. 2017
Wypoczęci, odświeżeni
opuszczamy Bonn i gościnne gniazdko Przyjaciół.
Ren prowadzi nas nadal
komfortowo, wprawdzie otoczenie rzeki z czasem się wypłaszcza, ale wjazd do
Köln raduje i przywołuje wspomnienia z 2013 r.
Köln raduje i przywołuje wspomnienia z 2013 r.
Przed nami Dusseldorf, tłoczny i trudny do przejechania Duisburg, Wesel ... (kolejna okazja do wspomnień: w ubiegłym roku byliśmy TU - pięknym mostem przejechaliśmy nad Renem podczas rowerowej wędrówki do Paryża)
https://cyklistka.blogspot.com/2017/02/z-cyklu-miasta-paris.html
W Xanten, w mieście najbardziej znanym z Parku Archeologicznego, postawionego w miejscu osady Colonia Ulpia Traiana - są tu zrekonstruowane budynki w tego okresu oraz oryginalne rzymskie budowle - zatrzymujemy się na nocleg.
Dz. V
XANTEN - UTRECHT
168 km
15.VI. 2017
HOLANDIA!
Rzeczywiście już barwy
nawierzchni same mówią jak wygląda tu hierarchia użytkowników dróg!
Radość
przedwczesna!
Mamy wjazd na nadrzeczny gładziutko-asfaltowy wał, ale wiaterek zaczyna tu sobie z nami nieźle
pogrywać!
Zaznaczony w nawigacji prom
nie kursuje, jedziemy więc dalej, ale droga zmienia się w dróżkę, dróżka w
ścieżkę, a ścieżka w bezdroża - trzeba wracać!
Teraz na mijanych małych przydrożnych znakach szukamy symbolu z promem, manewr ten funduje nam kilkanaście nadprogramowych
km.
Załapujemy się na
stateczek, dalej wałem pod wiatr ku kolejnej przeprawie - tym razem przez kanał
Renu i znowu pedałowanie odkrytym, nasłonecznionym wałem, chwilowy zjazd w las z szutrem
i kolejny powrót na wał.
Dłuży się ta monotonna i wyciskająca wszystkie poty droga!
Dłuży się ta monotonna i wyciskająca wszystkie poty droga!
Wjazd do Utrecht w godzinach
szczytu też wymaga wyjątkowej koncentracji, Holendrzy jadą na rowerach pewnie i ze
swobodą nie rozglądając się nawet na skrzyżowaniach, ruch rowerowy sunie niczym
jednolita fala.
Wyjazd z Centrum miasta
przynosi ulgę, na peryferiach znajdujemy skromny hotel.
DZ. VI
UTRECHT - AMSTERDAM
74 km
16.VI. 2017
Ostatni dzień rowerowej
włóczęgi już bez Renu.
Podążamy do Amsterdamu,
przed nami niespełna 50 km!
Już od Maarssen nie sposób
przejeżdżać obojętnie obok domostw, willi, pięknie zdobionych sztukaterią pałacyków, rybackich uliczek, czy mijanych mostów, mostków i kładek.
Te zupełnie nowe
fascynujące widoki odwracają całkowicie moją uwagę od tego co przed kołem i tym
sposobem ląduję z hukiem na asfalcie wjeżdżając wprost na krawężnik oddzielający
jezdnię od pasa dla cyklistów.
gaszą radości wjazdu do
Amsterdamu!
Miasto sieci kanałów oplecionych wąskimi uliczkami z łączącymi je mostkami przejechaliśmy tak, by zaliczyć
Plac Dam z Pałacem Królewskim, Nowym Kościołem, Pomnikiem Ofiar Faszyzmu, Gabinetem Madame Tussaud, Nieumwarkt, następnie przejazd promem do Parku, by choć trochę odpocząć od męczącego zgiełku i tłumów.
Po obiedzie pomykamy malowniczymi DDR-kami pośród pól i osad poprzecinanych wodnymi strugami do Koog aan de Zaan.
Tam szkolny kolega męża
przebywający z żoną u rodziny
pomógł nam w zapakowaniu rowerów i udzielił kilkugodzinnego schronienia przed odjazdem.
pomógł nam w zapakowaniu rowerów i udzielił kilkugodzinnego schronienia przed odjazdem.
W tej uroczej miejscowości nad rzeką Zaan zwiedziliśmy ciekawy skansen z miniaturowymi zabudowaniami dawnych holenderskich domostw,
uliczek, wiatraków, domów rzemiosł, usług.
Tylko ci, którzy ryzykują pójście za daleko dowiedzą się jak daleko można dojść
Myślę, że zacytowanym mottem mogę pozwolić sobie na puentę powyższego.
Subskrybuj:
Posty (Atom)