To było we wrześniu 2013r,
stałam nieopodal Katedry w Köln przechylona przez barierkę mostu, w dole
ujrzałam piękną, szeroką, komfortową pełną cyklistów DDR-kę, a przy
niej nurty majestatycznej rzeki!
https://cyklistka.blogspot.com/2017/02/rowerowe-820-km-w-5-dni-zagan-rosbach.html
Wtedy pomyślałam, że można by przepedałować wespół z Nią kilkuset-kilometrową trasę.
Marzenia mają tę zaletę, że
nie wymagają pośpiechu, wiszą gdzieś daleko i albo się do nich wraca, albo
zapomniane odpływają sobie w siną dal!
Dzięki skutecznemu działaniu męża w planowaniu i opracowaniu tras Ren nam nie odpłynął!
Dzięki skutecznemu działaniu męża w planowaniu i opracowaniu tras Ren nam nie odpłynął!
Dz I
KEHL - ALTRIP
178kmKEHL - ALTRIP
Wczesnym rankiem ...
10 czerwca 2017 r w Kehl rozpoczęliśmy 860 km rowerową wędrówkę z rzeką od Strasburga do Amsterdamu!
Wprzódy przejeżdżamy na lewy brzeg Renu, by nacieszyć oko godnymi zapamiętania obiektami Strasburga.
10 czerwca 2017 r w Kehl rozpoczęliśmy 860 km rowerową wędrówkę z rzeką od Strasburga do Amsterdamu!
Wprzódy przejeżdżamy na lewy brzeg Renu, by nacieszyć oko godnymi zapamiętania obiektami Strasburga.
(Katedra - Starówka -
siedziba Parlamentu Europejskiego)
Powrót na stronę niemiecką i od teraz podążamy wraz z rzeką na północ.
Komfortowe DDR-ki (Drogi-Dla-Rowerów) łączące małe nadrzeczne miasteczka i wioski wiodą nas swobodnie, (nawet trochę żal, że historyczna Spira pozostała gdzieś obok) do Altrip, gdzie dość szybko odnajdujemy Pensjonat.
Dz. II
ALTRIP - OBERWESEL
155 km
11.VI.2017
Gorący to dzień, choć początkowo towarzystwo rzeki wcale nam owej spiekoty nie zapowiada!
Gorący to dzień, choć początkowo towarzystwo rzeki wcale nam owej spiekoty nie zapowiada!
Beztroskie pełne uroczych
nadrzecznych widoków pedałowanie ucina znak zakazu i od teraz prowadzeni
jesteśmy objazdami - kręte betonowe i szutrowe drogi łączące winnice z wioskami
i wioski z winnicami nie zapewniają nam schronienia ani przed agresywnym dziś
słońcem ani też przeciwnym wiatrem.
W napotkanej stacji paliw
uzupełniamy zapas wody, wzmacniamy się izotonikiem i wracamy do
rzeki.
Jej otoczenie zaczyna nas
mamić:
W Bingen
na niewielkiej wyspie na Renie widzimy Mysią Wieżę, w której według ludowego podania okrutny dla swych poddanych biskup Hatto II został żywcem pożarty przez myszy.
W Bingen
na niewielkiej wyspie na Renie widzimy Mysią Wieżę, w której według ludowego podania okrutny dla swych poddanych biskup Hatto II został żywcem pożarty przez myszy.
Szybka decyzja i krótki postój!
Bosko ...
W Oberwesel odbijamy od
rzeki i u podnóży okazałych winnic trafiamy na klimatyczny hotelik z regionalną
ofertą gastronomiczną okraszoną niezapomnianym bukietem reńskiego wina.
OBERWESEL - BONN
118 km
12.VI. 2017
Przemierzamy zachwycające miasteczka z zamkami, średniowiecznymi opactwami i kościołami.
Rzeka płynie tu między słonecznymi winnicami i łąkami, a wcinającymi się w dolinę Górami Łupkowymi,
rzeźbiąc w nich wysokie klify.
O bajecznych widokach od Lorelei przez Koblencję i Moguncję z meandrami wiodącymi Ren pomiędzy wzniesieniami pełnymi warownych zamków i klasztorów trudno się rozpisywać, blogerzy poświęcili tym miejscom bezmiar opracowań.
Już o 15-tej wjeżdżamy do Bonn - miasta docelowego tego dnia podróży, tu korzystamy z gościnności naszej bliskiej koleżanki Ewy i Andrzeja.
13.VI. 2017
Dz. IV.
BONN - XANTEN
174 km14.VI. 2017
Wypoczęci, odświeżeni
opuszczamy Bonn i gościnne gniazdko Przyjaciół.
Ren prowadzi nas nadal
komfortowo, wprawdzie otoczenie rzeki z czasem się wypłaszcza, ale wjazd do
Köln raduje i przywołuje wspomnienia z 2013 r.
Köln raduje i przywołuje wspomnienia z 2013 r.
Przed nami Dusseldorf, tłoczny i trudny do przejechania Duisburg, Wesel ... (kolejna okazja do wspomnień: w ubiegłym roku byliśmy TU - pięknym mostem przejechaliśmy nad Renem podczas rowerowej wędrówki do Paryża)
https://cyklistka.blogspot.com/2017/02/z-cyklu-miasta-paris.html
W Xanten, w mieście najbardziej znanym z Parku Archeologicznego, postawionego w miejscu osady Colonia Ulpia Traiana - są tu zrekonstruowane budynki w tego okresu oraz oryginalne rzymskie budowle - zatrzymujemy się na nocleg.
Dz. V
XANTEN - UTRECHT
168 km
15.VI. 2017
Ostatnie kilometry
niemieckimi DDR-kami pokonujemy z niekłamaną radością. Przed nami - myślę sobie -
rowerowy Raj!
HOLANDIA!
Rzeczywiście już barwy
nawierzchni same mówią jak wygląda tu hierarchia użytkowników dróg!
Radość
przedwczesna!
Mamy wjazd na nadrzeczny gładziutko-asfaltowy wał, ale wiaterek zaczyna tu sobie z nami nieźle
pogrywać!
Zaznaczony w nawigacji prom
nie kursuje, jedziemy więc dalej, ale droga zmienia się w dróżkę, dróżka w
ścieżkę, a ścieżka w bezdroża - trzeba wracać!
Teraz na mijanych małych przydrożnych znakach szukamy symbolu z promem, manewr ten funduje nam kilkanaście nadprogramowych
km.
Załapujemy się na
stateczek, dalej wałem pod wiatr ku kolejnej przeprawie - tym razem przez kanał
Renu i znowu pedałowanie odkrytym, nasłonecznionym wałem, chwilowy zjazd w las z szutrem
i kolejny powrót na wał.
Dłuży się ta monotonna i wyciskająca wszystkie poty droga!
Dłuży się ta monotonna i wyciskająca wszystkie poty droga!
Wjazd do Utrecht w godzinach
szczytu też wymaga wyjątkowej koncentracji, Holendrzy jadą na rowerach pewnie i ze
swobodą nie rozglądając się nawet na skrzyżowaniach, ruch rowerowy sunie niczym
jednolita fala.
Wyjazd z Centrum miasta
przynosi ulgę, na peryferiach znajdujemy skromny hotel.
DZ. VI
UTRECHT - AMSTERDAM
74 km
16.VI. 2017
Ostatni dzień rowerowej
włóczęgi już bez Renu.
Podążamy do Amsterdamu,
przed nami niespełna 50 km!
Już od Maarssen nie sposób
przejeżdżać obojętnie obok domostw, willi, pięknie zdobionych sztukaterią pałacyków, rybackich uliczek, czy mijanych mostów, mostków i kładek.
Te zupełnie nowe
fascynujące widoki odwracają całkowicie moją uwagę od tego co przed kołem i tym
sposobem ląduję z hukiem na asfalcie wjeżdżając wprost na krawężnik oddzielający
jezdnię od pasa dla cyklistów.
gaszą radości wjazdu do
Amsterdamu!
Miasto sieci kanałów oplecionych wąskimi uliczkami z łączącymi je mostkami przejechaliśmy tak, by zaliczyć
Plac Dam z Pałacem Królewskim, Nowym Kościołem, Pomnikiem Ofiar Faszyzmu, Gabinetem Madame Tussaud, Nieumwarkt, następnie przejazd promem do Parku, by choć trochę odpocząć od męczącego zgiełku i tłumów.
Po obiedzie pomykamy malowniczymi DDR-kami pośród pól i osad poprzecinanych wodnymi strugami do Koog aan de Zaan.
Tam szkolny kolega męża
przebywający z żoną u rodziny
pomógł nam w zapakowaniu rowerów i udzielił kilkugodzinnego schronienia przed odjazdem.
pomógł nam w zapakowaniu rowerów i udzielił kilkugodzinnego schronienia przed odjazdem.
W tej uroczej miejscowości nad rzeką Zaan zwiedziliśmy ciekawy skansen z miniaturowymi zabudowaniami dawnych holenderskich domostw,
uliczek, wiatraków, domów rzemiosł, usług.
Tylko ci, którzy ryzykują pójście za daleko dowiedzą się jak daleko można dojść
Myślę, że zacytowanym mottem mogę pozwolić sobie na puentę powyższego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz