piątek, 7 września 2018

1000km szlak rowerowy przez Niemcy

 1000 km szlak rowerowy przez                          Niemcy                             


Idąc prosto przed siebie nie można zajść daleko…

29.VIII.2018 - 181km 

godz.1

Budzik wyrywa mnie ze snu, bez ociągania opuszczam posłanie, sporządzam kanapki na drogę i na pierwszy dzień podróży. 
godz. 2
Jako ostatnia - oczywiście - wsiadam do samochodu mego jedynego bratanka Jacka W - to on zawiezie nas do Eisenach. 
Podróż - urozmaicona barwnymi rozmówkami, a i zaliczoną drzemką mija mi relaksowo i szybko.
godz.8
Samochodem wjeżdżamy wprost na „naszą”DDR-kę, jest zimno 8’C ... żegnamy się z Jackiem, dziękujemy Jemu serdecznie, życzymy sobie wzajemnie szczęśliwej podróży - On ma jeszcze przed sobą  450km samotnej drogi powrotnej, a my ok 1000km krętych niemieckich Dróg Dla Rowerów.
Wpinamy w rowery torby, torebki, wciskamy w koszyczki pełne bidony, chwytamy dłońmi kierownice i rozpoczynamy jedyną tegoroczną wyprawę/przygodę! od Eisenach przez Bremerhaven, Hamburg do Szczecina.
Pierwszy rzut oka ku rzece nie może być długi i wnikliwy, bowiem DDRka jest szutrowa i kręta, a szpaler krzewów zasłania jej pełny widok, mimo to łapię zaciesz; doświadczona podróżą z 
Dunajem 
https://cyklistka.blogspot.com/2017/02/nasze-eurovelo-czyli-800-kilometrowa.html
Nysą i Odrą 
https://cyklistka.blogspot.com/2015/04/
wielce jestem ciekawa tego co przede mną.
Werra jest średniej wielkości rzeką o dość krętym biegu otoczona soczystą zielenią lasów, wzgórzami, skalnymi urwiskami. Asfaltową ścieżką jedzie się obłędnie, niekiedy tylko trzeba uważać na usypane i często rozjechane spady jabłoni, nad którymi grasują osy. Małe i większe miasta i wioski zachwycają architekturą szachulcową, czyli „z pruskiego muru" w najróżniejszych kształtach i kolorach. Mijamy też kilka miejsc upamiętniających dawną mocno tu ufortyfikowaną granicę NRD z RFN.

Wjeżdżamy do Hann-Műnden, urok tego miasta nie pozwala przemknąć szybciutko jego zaułkami, niepowtarzalny czar fasad zachwyca - trzeba zeskanować widok w pamięci, bo kunszt architektoniczny po prostu wzrusza.
W mieście tym rzeka Werra łączy się z rzeką - Fuldą tworząc początek Wezery
Wezera – rzeka w Niemczech, powstała z połączenia rzek Werry i Fuldy. Ma długość 733 km, a powierzchnia dorzecza wynosi 45,5 tys. km². Wikipedia  Długość452 km
Od teraz jedziemy z Wezerą.
Słoneczko nas dziś nie oszczędza, wypijamy cały zapas wody, w pierwszym nawiedzonym miasteczku nawadniamy się łapczywie, uzupełniamy też bidony i to diametralnie zmienia tempo i komfort jazdy.

W osobliwym mieście Hőxter kończymy pierwszy dzień podróży.




https://www.relive.cc/view/rt10001300120

30.VIII - 167km 
„Nauczyłam się, że nie można się cofać, że istotą życia jest iść naprzód. Prawda jest taka, że życie jest ulicą jednokierunkową” 
Agatha Christie
Nasyceni i wypoczęci wychodzimy poza mury hotelu, spowite wilgocią i panującą mżawką uliczki psują radość poranka.
Nie tylko aura niweczy ład - przed samym startem Połowa ma musi zmienić w swym tylnym kole dętkę - jest kapeć! Skąd?
Wbrew pierwszym niefartom zaliczamy niezapomniany, bo otoczony długą aleją dostojnych platanów wyjazd z miasta, który fascynuje i napawa nadzieją, że ta mżawka i drobne opady nie potrwają długo.
Malownicze widoki krętej Wezery otoczonej małymi wzniesieniami, sadami, niezliczonymi zagrodami hodowców koni pozwalają bagatelizować pojawiające się od czasu do czasu drobne opady deszczu. W Minden zatrzymujemy się w MacD, takie gastronomiczne chwilówki zadziwiająco regenerują i pozwalają łatwiej zmagać się z przeciwnym dziś wiatrem.
Jaskółki wciąż niziutko szybują nad rzeką i nad naszą DDRką, a to zapowiada kolejne deszcze, no i dopada nas w końcu chmura, przed którą znajdujemy schronienie pod koroną nadrzecznej wierzby... stoimy, patrzymy i słuchamy.
Przejaśnienia jakoś nie widać więc zwracam się myślami do patrona kierowców: 
-„Krzychu! Opanuj tę niepogodę, bo ja muszę jechać!!!!”
....  Posłuchał ....

Niebo jaśnieje, wiaterek nas suszy - kręcimy ... 
Porta Westfalica to perełka tego dnia. Miasto położone jest na prawym brzegu Wezery, przy kanionie Porta Westfalica, gdzie rzeka biegnie przez przejście między dwoma górskimi łańcuchami - wyniesieniem Wiehengebirge na zachodzie i wzgórzami Wesergebirge na wschodzie. 

Bramę Westfalii zdobi Pomnik Księcia Wilhelma usytuowany na wzgórzu; zatrzymujemy się na krótką chwilę - patrzymy ... 
Stolzenau - w niedrogim pensjonacie zajmujemy małe mieszkanko na poddaszu z 2 pokoikami, salonikiem, kuchnią i łazienką.

https://www.relive.cc/view/rt10001314100

31.VIII. - 125km 
„Podróż po świecie to wędrówka od prowincji do prowincji, a każda z nich jest samotnie i tylko dla siebie świecącą gwiazdą” Heban - R Kapuściński 
Krótko po 6-tej - napełniamy żołądki ciepłymi i chrupiącymi bułeczkami, do tego kawa/herbata w nieograniczonych ilościach.

Nienburg i Hoya - malownicze miasteczka Dolnej Saksonii - cóż można napisać o tysiącach szczegółów i detali architektury starych szachulcowych domów z niepowtarzalną sztukaterią?

Albo bywa też po prostu czerwono - czerwono/ceglane domy, czerwona nawierzchnia DDRek i jezdnia wyłożona czerwonym kruszcem.
I wiatraki ... 
I konie ... 
I Dolce VITA!!!

Popas, spoglądam na telefon - kilka nieodebranych połączeń od mej koleżanki z dzieciństwa i później naszej wspólnej/Bobrowej - Ziutki D...  (wprawdzie przed wyjazdem próbowałyśmy się skrzyknąć, ale tym razem miało nie być nam sądzone)   
coś się zmieniło?
Oddzwaniam ...
Słyszę potok Jej nieustępliwych słów:
-Gdzie jesteście?
-Do Bremy jedziecie!?!?
-Po co będziecie się tam pchać???
-Ja mieszkam tak bliziutko...
-Czekam...
-Zapraszam!!!
-Przyjeżdżajcie!!!!

Co robić?
Zboczyć z trasy?
Odpuścić atrakcje Bremy?
Zmienić zaplanowaną trasę?

Nie lubię podejmować decyzji pod wpływem presji, mam ten luksus, by scedować postawienie kropki nad "i" na mą Połowę ... więc po chwili nanosi On adres Ziutki do nawigacji.
Porzucamy Wezerę i jedziemy do Brettorf.
Owe „bliziutko” to 50 km dróg, ale też i leśnych oraz polnych bezdroży, zmuszających nas do prowadzenia roweru piaszczystymi wertepami leśnych duktów i polnych ścieżynek. Na koniec mamy szybki zjazd gładziutką  DDR-ką i w dole przepakowujemy się do auta naszej gościnnej żaganianki.
Brettorf - spokojna niby senna, ale jakże malownicza miejscowość, której zakamarki i ciekawostki z entuzjazmem odkrywa przed nami wciąż młoda duchem i ciałem - Ziutka - dziewczyna/Rakieta.
Jej staropolska gościnność również nie wygasła, karmi nas i poi wykwintnie.
Rozmowom o tym co tu i teraz, o przeszłości, o rodzinie, o znajomych nie ma końca ... jest miło, wesoło i przyjaźnie. 
A furda-tam z Bremą i Jej atrakcjami!

https://www.relive.cc/view/rt10001323300

1.IX - 190km 
„A przekroczyć próg najtrudniej jest w sobie” 
Wiesław Myśliwski
Odświeżeni, oprani, syci z niekłamanym wzruszeniem żegnamy progi domu naszej Ziutki i wracamy po skosie do Wezery.
Droga nasza utrudzona tego dnia przeciwnym, dokuczliwym wiaterkiem przecina rolnicze wioski oraz miasteczka. Bliskość Wezery automatycznie zmienia widoki - dostrzegam wiele malowniczych zagród z domami przykrytymi ciężką strzechą - ładnie!

Bremerhaven - mamy ujście Wezery do Morza Północnego -  1 CEL naszej podróży... 
roztkliwiam się na promie, najchętniej stanęłabym w bezruchu i patrzyła na wody
umykającej ku Morzu Północnemu Wezery, ale emocje na to nie pozwalają. Chaotycznie rozglądam się na wszystkie strony, jestem w gąszczu samochodów i ludzi - wszak to prom!
Ale jeszcze wcześniej, podczas oczekiwania na przeprawę  ustalamy, że spróbujemy sprężyć się na tyle, by dojechać dziś do Hamburga - zmieniamy kierunek drogi, a więc wiatr powinien nam pomóc! Przed nami jeszcze jakieś 110km, zbliża się 13-ta, jest szansa 
- No to w drogę!
Pokonanie tej trasy to jak treningowy młynek ... kręcimy z nastawieniem zrobienia dystansu. Po drodze wskakujemy do MacD , bo to najszybszy sposób na doładowanie. 
Wjazd do Hamburga pozwala na chwilowy luzik, ale trzeba jeszcze dotrzeć do promu. Kolejna frajda to spotkanie z Łabą!
Na promie tłoczno nieco, po drugiej stronie rzeki wymuszony postój, by nanieść do nawigacji adres zaklepanego przez córkę hotelu.
Ten ostatni 7-kilometrowy etap jest już trudny, zmęczenie nakręca irytację, droga prowadzi przez parki, zaułki uliczek jakby obrzeżami miasta, paskudne kręcenie niczym na oślep, bez orientacji 
„gdzie ten hotel?????”
Jest! 
- Toaleta ...
- Zakupy w markecie ...
- Kolacja ...
- Odpoczynek

https://www.relive.cc/view/rt10001341680

2.IX. 144km 
„Trzeba uważać! Czas się zbyt łatwo na przeszłość zamienia” K.K Baczyński
Musimy dotrzeć na cmentarz, tam pochowany został wuj mej Połowy - zestrzelony w lipcu 1944r lotnik Dywizjonu 300.
„Cmentarz został otwarty w 1877. Dokonano na nim ponad 1,4 mln pochówków. Zajmuje powierzchnię 391 ha, na której znajduje się 12 kaplic, ponad 256 tys. miejsc pochówku i sieć ulic o łącznej długości 17 km. Transport publiczny cmentarza obsługiwany jest przez dwie linie autobusowe z 22 przystankami” 
i znajdź tu wujka!
Małżonek korzysta z Tablicy Informacyjnej i w/g planu obiera kierunek ... ja biernie podążam za nim, bowiem dla mnie to labirynt nie do przebycia ... trafiamy na sektor polski, rozglądamy się i przyglądamy, ale ...
„to nie tu” - słyszę, wsiadamy na rowery i krążymy nadal, jest sektor angielski - wjeżdżamy, z prawej centralne wejście wskazuje spory piaskowy krzyż, z lewej dwie kapliczki ... w prawo? czy w lewo?

 Rozchodzimy się, małżonek zdzwania się z bratem, uzuskuje namiary - nr rzędu i mogiły 
Bingo!


II CEL wyprawy osiągnięty!
Wzruszenie ...
W roślinną kępę wbijam białą i czerwoną różę i biało-czerwoną chorągiewkę, mąż zapala znicz ... chwila zadumy, rozglądamy się ... jakoś trudno stąd zmykać, chciałoby się pochodzić, poczytać, poddać refleksji, ale czeka nas jeszcze długi powrót do kraju. 

Będzie to już tylko tłuczenie km pod złośliwy północno-wschodni wiatr przez pola wioski miasta i lasy do Polski! do domu!

https://www.relive.cc/view/rt10001360693

3.IX. - 176km 

"Żyje się dla kilku spotkań i paru wzruszeń
Ważne by ich nie przegapić"
Maciej Kozłowski
Po nocnym odpoczynku w Crivitz cd. pedałowania na wschód. Wiatr konsekwentnie nam uprzykrza przyjemność jazdy, ale wreszcie trafiają się lasy osłaniające nas nieco od jego siły, a i od słońca.


DDR-ki pojawiają się od czasu do czasu, a mijane większe i mniejsze miejscowości do złudzenia swą architekturą przypominają zagrody zachodniopomorskiego. 
Jedynie obracające się śmigła licznych wiatraków wskazują nam, ze kolarzowi wiatr zawsze w twarz  ... skoro tak - wożę się na kole mej Połowy, by dotrzeć do Strasburga, bo tam mamy zaklepany nocleg.
Hotel i Restaurację „Syrtaki” polecam każdemu rowerzyście: smacznie-klimatycznie-sympatycznie tu, a co najważniejsze: niedrogo!
Kolacja, piwo i gratisowe uzo już niemalże zwieńczają naszą wyprawę i mimo, że jeszcze do kraju nie wjechaliśmy poddaję się bez mała dziecięcej radości, że to już-już, tuż-tuż!

https://www.relive.cc/view/rt10001374663

4.IX. 63km 
godz 8 - wchodzimy w ostatni etap podróży. 
do granicy - 45km!
do Szczecina - 63km!
Oczywista oczywistość - pod wiatr!
Teren odkryty... 
Wiatraki...
Dużo wiatraków...
Co pokazują ich śmigła?
Przeciwny wiatr!!!!
Do tego hopki: podjazd-zjazd, podjazd-zjazd ....
i choć ich nachylenie jest łagodne lekko nie jest, ale nic-to! Oby do Kraju!
Wjazd do Polski zawsze wzrusza, chwila na foto i ......
lecim na Szczecin!

https://www.relive.cc/view/rt10001382690



Czymże jest życie, jeśli nie szeregiem natchnionych szaleństw?
Trzeba tylko umieć je popełniać! 
A pierwszy warunek: nie pomijać żadnej sposobności, bo nie zdarzają się co dzień.
George Bernard Shaw

niedziela, 8 lipca 2018

2018 - RELIVE

Zabawa treningowo-wycieczkowa trwa:

100km na 100-lecie
https://www.relive.cc/view/rt10002343174
152km - Żagań/Nowogród/Krosno Odrz/Gubinek/Lubsko/Nowogród/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10001085560
„Niedzielne 100+ (naście) 
https://www.relive.cc/view/rt10001040569
114km - Drawno/Zieleniec/Drawsko/Kalisz Pom/Drawno
https://www.relive.cc/view/rt8377583919
156km - niemieckimi DDR-kami
https://www.relive.cc/view/rt10000000581
123km - Żagań/Babimost
https://www.relive.cc/view/rt10000014428
142km - Babimost/Świebodzin/Krosno Odrz/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000021335
160km - Żagań/Gőrlitz/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000048601
146km - Żagań/Głogów/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000057547
109km - do Kliczkowa
https://www.relive.cc/view/rt10000069757
161km - Żagań/Gubinek/Forst/Zagań
https://www.relive.cc/view/rt10000103593
130km - Przewóz/Bautzen/Przewóz
https://www.relive.cc/view/rt10000151868
166km - niemieckimi DDR-kami
https://www.relive.cc/view/rt10000189417
Międzywodzie/Kamień Pom/Wolin/Miedzywodzie
https://www.relive.cc/view/rt10000316183
Gwiazdka wokół Drawna
https://www.relive.cc/view/rt10000361815
160km - niemieckimi DDR-kami
https://www.relive.cc/view/rt10000408595
139km - Żagań/Lubań/Żagań
https://www.relive.cc/view/rt10000598558

poniedziałek, 2 października 2017

Forst -Poczdam; Poczdam - Lusko

FORST - POCZDAM 

POCZDAM - LUBSKO

                                 393 km

Wrzesień ma się ku końcowi, na ostatnie jego dni zapowiada się dobra aura, tak się też złożyło, że jesteśmy dotkliwie wyposzczeni rowerowo, co owocuje entuzjastycznym powrotem do dawno-dawno zaplanowanej trasy.
Dokąd tym razem?
Do ... POCZDAMU!

To nieznane nam jeszcze miasto kusi swymi turystycznymi atrakcjami oraz względną bliskością.
Trzeba wykorzystać nadarzające się okienko pogodowo-rodzinno-towarzyskie bez żadnego „ale”!


Środa, 27 dzień września, godz 4.30 

Budzik nakazuje opuszczenie alkowy, toaleta-śniadanko-pakowanko i sprintem na dworzec (poranny limit czasu zawsze jest napięty)
Forst godz 6.30 

Wysiadka z szynobusu, wsiadamy na wąskie foteliki kolarzówek i wraz z rodzącym się dniem wchodzimy w nową przygodę. 
Jest jeszcze ciemno gdy opuszczamy miasto, nawierzchnie asfaltowych DDR mokre, panująca wilgoć i szarówka nie pozwalają cieszyć się z powitania dnia!
Cottbus, Burg, wielce cieszący przejazd (bo bajeczny) Spreewaldem do Lubben,

dalej do Zossen, tu popas i wjeżdżamy do Ludwigsfelde.
Plan zakładał, iż właśnie w tym mieście zabukujemy nocleg, by mieć dokąd wrócić po przejażdżce poczdamskimi atrakcjami turystycznymi.
Plany sobie - życie sobie, tracąc sporo czasu wyjeżdżamy z kwitkiem z Ludwigsfelde.
Do Poczdamu mamy 18 km, więc przyjdzie nam właśnie tam kluczyć w poszukiwaniu Pensjonatu.
Rzeczywiście!
- pierwszy / napotkany - brak miejsc!
- drugi / wskazany - brak miejsc!
- trzeci / namierzony - zamknięty!
- czwarty / docelowy - małżonek jakimś cudem wy-pertraktował tu poddasze z malutką garsonierą.
Uffff ... to nic, że owe poszukiwania zajęły nam znowu mnóstwo czasu, wszak minęła godz 16-ta, jesteśmy rozlokowani i można wyruszyć w objazd miasta położonego u zbiegu rzeki Haweli, pośród licznych jezior i terenów leśnych.


Podziwiamy
Pałac Sans Soucis - rokokową rezydencję Fryderyka Wielkiego Hohenzolerna, wpisana na listę UNESCO, otoczoną tarasami winnymi i rozległym parkiem,

Chińską Herbaciarnię, Nowy Pałac, Ratusz, Nową Oranżerię, Bramę Brandenburską oraz
Dzielnicę Holenderską.
Licznik pokazuje 196 km.


Zmęczenie zwycięża z ciekawością - mam dość, odpuszczamy sobie
Aleksandrówkę, a okazałą kopułę kościoła św Mikołaja podziwiam jedynie z daleka. 
Marzę już tylko o odpoczynku i uciekam przed wszelkimi CUDAMI tego świata!
Nie wiem skąd moja Połowa czerpie energię, z kim ma ukryte konszachty, by mieć jeszcze chęć na wyszukanie marketu i dokonanie zakupów ... a może to tylko sprawka nieopanowanego pragnienia na browar?
Nie wnikam ...


Czwartek, 28 września
Poczdam, godz 7.20

Powrót


Dziś będziemy mieć przeciwny Zefirek” - rzecze małżonek, więc pasożytniczo chowam się na kole męża i nie pozwalam na sponiewieranie!
Dzień piękniejszy od wczorajszego, przejrzystość powietrza i poranne słoneczko oraz znajomość trasy ułatwiają jazdę.
Lubię się rozglądać ...
... I co my tu mamy godnego wzmianki? ...
Np - Obeliska - jeden z niemieckim Krzyżem - upamiętniający pamięć niemieckich żołnierzy I wojny światowej z datą 1918 i obok - drugi z gwiazdą - poświęcony żołnierzom Armii Czerwonej z datą 1945, takie „cuda” zdobią place wielu mijanych miasteczek,

albo oddalona 50km od Berlina duża i okazała nekropolia czerwonoarmistów ...
nie niszczą tych miejsc i obiektów, nie zacierają śladów wojennych zdarzeń.
Rowerowa infrastruktura pozwala na bezstresową jazdę

i choć od Lubben zaczynam łapać kryzys, kraina Spreewaldu skutecznie minimalizuje ów dyskomfort. Sprewę rozszarpaną tu na setki kanałów, otoczoną dziewiczą naturą, nietuzinkowo wykorzystaną turystycznie
przecinamy niezliczonymi malowniczymi mostkami.

Dość sprawnie też i lekko pomykamy od Cottbus do Forstu, tu planowaliśmy zakończyć swą podróż, ale że do odjazdu szynobusu mamy całą godzinę pedałujemy dalej - do Zasiek.

W oczekiwaniu na szynobus spożywamy co mamy, pijemy co chcemy (izotoniki-izotoniki) ... czekamy - czekamy - czekamy, by w końcu dowiedzieć się, że się nie doczekamy! Szynobus dziś nie pojedzie, a na zastępczy bus musielibyśmy poczekać ok. godziny.
Wobec tego przyszło nam popedałować jeszcze 30 km do Lubska,
a tam jesteśmy wraz z rowerami ulokowani w samochodzie oczekującego na nas SUPER/ZIĘCIA (dziękujemy!) i to jemu pierwszemu chwalimy się, że dzisiejszy dystans to podobnie jak wczoraj - 
197 km
Poczdam turystycznie liźnięty zaledwie, ale rowerowo wbrew napotkanym niespodziankom - zaliczony!

niedziela, 3 września 2017

Jubilat

                    JUBILAT                      

Nurtuje mnie niedosyt i poczucie pewnego niespełnienia ...
mocno wryta w pamięć samotna nadmorska podróż rowerowa mego męża sprzed  10 lat zacnie zwieńczyła jego 60-te urodziny 
... a teraz?
10 lat do przodu, kondycyjnie facet o niebo lepszy ... i co? ... nic?
Leniuchujemy sobie w przydomowym ogrodzie, jest ciepły dzień końcówki lata. 

Z zadowoleniem wspominamy niedawny 
166 km spontaniczny rowerowy wypad do Leśnej, objazd Zamku Czocha i szybki, bo z wiatrem w plecy - powrót.

Zbliża się wrzesień, pierwsze jego dni spędzimy nad Drawą kolejne - w domu, nie pojedziemy już w tym roku nigdzie-daleko, więc zagaduję:
- Dlaczego Twoja 70-tka taka bezrowerowa?
- Wymyśl coś ... jakaś dwusetka? Jeszcze w tym roku nie zrobiliśmy takiego dystansu.
Pomyśl tylko dokąd i zaplanuj, co?
Wieczorem dowiaduję się, że raniutko jedziemy samochodem do Pieńska, tam przesiadamy się na rowery i kręcimy do Kurort Rathen.

Aaaaaaa ... No tak!
Przecież już w 2008 r proponował mi tę podróż! Tyle, że w jedną stronę - na Bobrową majówkę w Saksonii, ale wówczas uznałam to za czyste 

szaleństwo i przesadne aspiracje, dziś już tak nie uważam i przyklaskuję pomysłowi.




27 sierpnia kwadrans przed godz 8-mą Pieńsk 

Wpinam buty w pedałki swej ROSY i trzymając się koła mego Jubilata przekraczam Nysę.
Wiatr już tradycyjnie jest silniejszy od spodziewanego, ale drogi i nawierzchnie bez zarzutu.

Do Bautzen jazda jest więc niemal komfortowa, ale od Bautzen teren funduje nam bajeczną - rzekłabym - panoramę urozmaiconą sporymi podjazdami, które "uprzyjemnia" nam wspomniany Zefirek. Lekko nie jest - tym bardziej, że podjazdy zaliczam sama - w Naundorf mam na tyle dość, że na widok wiaty autobusowej po prostu schodzę z roweru, by przy uspokojonym oddechu napić się wody i wzmocnić batonem.
Jubilat oczekuje sobie tam-gdzie-bądź, trudno ... nie lubię jeździć siłowo!
Z uspokojonym oddechem, nawodniona spokojnie dojeżdżam i odtąd raz lekko raz ciężko, raz wraz z Jubilatem albo i daleko od Niego pokonuję kolejne km.

Im bliżej celu tym zdaje się dalej ... w końcu dowiaduję się, że jeszcze 16km i wprawdzie jest (bo krótka!) radość z końcówki, ale te 16 km trwa i trwa i trwa!
- Na płaskim już bym 35 km  zrobiła - myślę sobie tracąc wiarę na wjazd do Bastei  lecz dąsy me łagodzi zapierająca dech - panorama!
Dopiero mijane grupy pieszych turystów zwiastują dojazd do celu!

Widok znanych zakamarków Bastei, handlowo-gastronomiczne punkty i tarasy widokowe przywołują wspomnienia. 
Łapczywe spojrzenie na "NASZĄ" rowerową Łabę, sesja fotograficzna, uzupełnienie bidonów - wszystko to zajmuje nam niecały kwadrans!

Wycofujemy się z tego turystycznie dziś oblężonego miejsca i już poza Bastei mościmy się na przydrożnej ławce, spożywamy kanapki, wymieniamy napojami ...
ja lubię wodę, mój Jubilat wodę z owocowymi sokami, łapiemy jeszcze obrazy okolicy i teraz już zadowoleni z kierunku wiatru powielamy nakręconą dotąd trasę - tyle że - w odwrotnym kierunku!
I rzeczywiście!

ROSA mnie niesie obłędnie, zjazd w Naundorf 
ukazuje teraz swe 12% nachylenie, hamulce ścieram tu rzetelnie!


Jest Bautzen i dalej bez postoju, bez odpoczynku wsparci zacnym podmuchem w plecy wracamy szczęśliwi do kraju!
Po zejściu z roweru nie czuję zmęczenia, endorfiny robią swoje, jest pięknie!

Gratulujemy sobie, pakujemy rowery i rezygnując z planowanej uczty restauracyjnej wsiadamy do auta, by swobodnie napełnić żołądki w domowych pieleszach i błogo się regenerować.
A Jubilat?
No cóż?

70 lat a MOC - że ho ho!